daleka od kompanów, jakby im nie ufał, albo po prostu miał ich za niewartych uwagi.

która zdążyła już odejść z wydziału zabójstw. Ona, Trinidad i Bledsoe prowadzili sprawę
– Nie jesteś moją żoną. Klik.
Przewróciła się na bok i patrzyła w okno, w atramentową noc Luizjany. Bentz musi to
Ona także przyspieszyła kroku, biegła boso ku krańcowi molo, jasne nogi migały wśród
przywołującą go palcem, z tym zmysłowym uśmieszkiem, który stał się jej znakiem
– I znajdziemy – zapewnił Hayes.
Zanim zmieniły się światła i mógł wreszcie wyprzedzić furgonetkę, po srebrnym
miejscem przyjaznym dla dzieci i zwierząt.
Wybiegł z mieszkania i następnego dnia wniósł pozew o rozwód. Dobrze przynajmniej,
– Więcej, ze trzydzieści. – Dzieciak dramatyzował, podbiegł do poręczy, wyjrzał. Nie
– Złożyli pozew.
tam nazywają.
Bentz zacisnął szczęki. Chciał zaprotestować, powiedzieć, że kobieta żyje, że skok w
różu na gniewnym morzu.

Zasiadł potem z Becky do obiadu w ogrodzie, pod pasiastym daszkiem, chroniącym

Kto zabił Lorraine?
- O ile w ogóle miał przyjaciół - odezwała się Morrisette. - Nie potrzebuję pouczeń. Znam procedurę. Pracuję tu już jakiś czas, pamiętasz? Wystarczająco długo, by zebrać masę informacji o Joshu Bandeaux. - Porozmawiam jeszcze raz z tym sąsiadem, jak on się nazywał? Hubert? Może zauważył, kto wsiadł do białego samochodu. - Miejmy nadzieję - powiedziała Morrisette bez entuzjazmu, a Reed jeszcze raz spojrzał na ofiarę. Może uda mu się coś jeszcze wyciągnąć od tego sąsiada. Przy odrobinie szczęścia... Jednak zbytnio na to nie liczył. Rozdział 3 Caitlyn źle się czuła, tak źle, że musiała się zdrzemnąć, a teraz usiłowała nadrobić stracony czas... stracony czas... zawsze ten sam problem, pomyślała, wyciskając gąbkę nad wiadrem. Spieniona woda była czerwona od krwi, którą wytarła ze ścian, luster, zagłówka i dywanu w sypialni. Wyczyściła wannę i prysznic, wycierała, szorowała, skrobała, aż połamała paznokcie, a dłonie poczerwieniały i szczypały od środków czyszczących. Zdjęła firanki, wrzuciła do pralki i nastawiła płukanie. Oskara musiała zamknąć w garażu, bo zaczął węszyć i zlizywać krew z dywanu. Nie mogła znieść tego bałaganu. Przypominał jej o tym całym koszmarze. Powtarzała sobie, że wcale nie chodzi o usuwanie śladów. Nie było żadnego przestępstwa. Miała krwotok z nosa i chociaż wiedziała, że cała ta krew nie może należeć do niej, to jednak nie mogła wezwać policji. Czego się boisz? Nie odpowiedziała sobie, wylała brudną wodę do brodzika i ostatni raz przetarła kafelki. W pamięci znów odżył ten obraz. Zamarła. Papiery, dokumenty. Pozew leżący na biurku Josha. I krew... sącząca się, gęsta, czerwona krew i jego oskarżające, niewidzące oczy. - Jezu! - wyszeptała i przeszedł ją dreszcz. To był sen. Nocny koszmar. Popędziła na dół, wstawiła szczotkę i wiadro do szafki w garażu. W łazience przy gabinecie umyła ręce, nie wiadomo który już raz. Obejrzała skaleczenia, posmarowała je maścią i owinęła bandażem. Rany nie były głębokie, zwykłe niewielkie nacięcia. Boże, czemu nie pamięta, jak się okaleczała? O to chodzi, prawda? To jakaś poważna psychoza. Sama się tak zamęcza, aby zagłuszyć poczucie winy po śmierci Jamie. Czy nie tak powiedziałaby doktor Wade? Chciałaby porozmawiać z doktor Wade. Opowiedzieć jej o wczorajszej nocy. Ona by zrozumiała. Spróbowałaby pomóc. Ona... Ale jej nie ma. Opuściła cię. Wzięła urlop na badania naukowe i porzuciła cię. Zostawiła na pastwę demonów i duchów. - Nie! - krzyknęła, waląc pięścią w ścianę. Z garażu dobiegło ją ostre, zaniepokojone szczeknięcie Oskara. Spokój. Bądź silna. Na miłość boską, opanuj się albo znów skończysz w psychiatryku.
zawsze przyciągają uwagę mediów i przerażonej opinii publicznej. Dziennikarze nie dawali

Opary były koszmarne, paliły ją w krtani i w płucach.

jaw? - Dobrze, że mamy przynajmniej dziewczynę. Może być naszą ostatnią deską ratunku.
potraktował ją ostrożnie. I własna, instynktowna czułość, jakby jego ciało znało prawdę,
Wyszedł z Przystani, spoglądając jeszcze na wyświetlacz telefonu. Zbliżała się

zakrętem.

Przestronne pomieszczenie urządzono z przepychem. Srebrna zastawa do herbaty na
- Wiele mi to wyjaśniło. Dziękuję panu, hrabio. Czy dlatego jest pan wobec niego taki
Podkradła się bezszelestnie do okna, trzymając broń oburącz, wycelowaną w sufit.